Aktualnosci - Żłobek 28 | Żłobek nr 28

PSYCHOLOG RADZI …. SMACZNEGO

SMACZNEGO

 

Jak okazać dziecku miłość? Tulić, mówić dobre słowa, bawić się z nim… I karmić, czyli dobrze odżywiać. Musi przecież mieć siłę, energię, rosnąć. Ale co to naprawdę znaczy: „Dobrze odżywiać?”

Polska interpretacja tego terminu: karmić obficie, za tłusto, za słodko, za nerwowo.

To swoisty paradoks: matki mają wiedzę na temat żywienia, same jedzą warzywa i owoce pięć razy dziennie oraz nawadniają się wodą mineralną, a jednocześnie swoim dzieciom dają napoje wysokosłodzone, wyłącznie białe pieczywo, słodkie bułki, parówki i nutellę. Dlaczego?

„Bo moje dziecko tylko takie rzeczy jada!”. Nieprawda! To po prostu wygodna wymówka. Dzieci jadają to, do czego się je przyzwyczai. Gust kulinarny kształtuje się w ciągu całego życia, człowiek się z nim nie rodzi. To, co dziś nie smakuje, jutro może stać się ulubionym daniem, i na odwrót.

Kochać, nie przekarmiać

Ponieważ wszystko zaczyna się w głowie rodzica, warto przeanalizować swoje poglądy na temat jedzenia. Odpowiedz sobie szczerze na pytania:

Czy człowiek ma prawo czasem nie mieć apetytu? Zapewne tak.

Czy godzisz się, by twoje dziecko nie miało apetytu? Pewnie nie.

Jak myślisz, co jest lepsze: zjeść byle co, czy poczekać i zjeść z apetytem coś wartościowego?

Czy dobrze czasem się przegłodzić? Tak. Czy sama fundowałaś sobie głodówki? Tak.

Dlaczego więc denerwujesz się, gdy syn czy córka kategorycznie odmawiają zjedzenia zupy?

Dlaczego pozwalasz, by przekąsili wtedy cokolwiek, na przykład batonika?

Skąd to pragnienie, by ani przez chwilę nie byli głodni?

Czujesz się odpowiedzialna za dyskomfort dziecka?

Nie sprostałaś obowiązkom?

Chcesz być matką perfekcyjną?

Przekonania matki to zwykle podstawowa przyczyna otyłości dziecka. A otyłość najmłodszych stała się w naszych czasach problemem. Otyłość jest wynikiem zachwianego stosunku energii uzyskiwanej z pokarmu do tej wydatkowanej na ruch. Jeśli pozwalasz swojemu dziecku na otyłość – krzywdzisz je.

10 zasad

  • Jak najszybciej pozwól dziecku jeść samodzielnie, przestań karmić je łyżeczką.
  • Od trzeciego roku życia powinno samo sobie nakładać na talerz, co chce i ile chce. Ma prawo nie mieć na coś ochoty.
  • Nie nagradzaj dziecka jedzeniem ”Jak będziesz grzeczny, kupimy ci batonik”.
  • Nie wdrukowuj, że jedzenie to ukoronowanie sukcesu.
  • Nie zachwycaj się tym, że zjadło do końca. Nie chwal, gdy zobaczymy pusty talerz. Powodem do radości powinno być to, że maluch wie, kiedy jest już syty.
  • Pytaj dziecka, czy jest głodne, czy jeszcze może poczekać. Niech wie, że można też nie mieć apetytu.
  • Nie odwracaj jego uwagi od jedzenia. Żadnego karmienia przy oglądaniu telewizji czy podczas czytania. Ucz je, żeby delektowały się każdym kęsem.
  • Zwróć uwagę, czy osoby, z którymi dziecko ma codziennie kontakt (opiekunka, dziadkowie, panie w żłobku, przedszkolanki), nie namawiają go do tego, by jadło więcej, niż potrzebuje i niż ma na to ochotę.
  • Pozwól mu czasem poczuć głód, a do jedzenia dawaj mu małe sztućce, którymi trzeba się solidnie napracować.
  • Nie trzymaj w domu NICZEGO wysokokalorycznego, poza szlachetną czekoladą.

I zadaj sobie pytanie: Gdyby moje dziecko miało wybór, to czy chciałoby być otyłe?

 

Sposób na niejadka

Dość często przyczyna otyłości i przyzwyczajenia dziecka do złych nawyków żywieniowych jest to, że zostało wtłoczone w rolę niejadka. To wynik myślenia, że skoro niczego nie je, to niech chociaż skubnie czipsy albo hamburgera. Błąd!

Zanim zakwalifikujesz swoje dziecko do grupy niejadków, przez tydzień zapisuj wszystko, co zjada. Każdą gruszkę, każdy kęs kotleta mimochodem zgarnięty z talerza taty. Wszystko. Zobaczysz, że twoje dziecko je. Może nie tyle i nie to, co ty uważasz za najlepsze, ale radzi sobie po swojemu.

Jak zachęcić dziecko do jedzenia? Jeśli nie choruje, jest wesołe i dobrze się rozwija – może być bardzo szczupłe. Pilnuj tylko, żeby mieściło się w siatce centylowej, może być nawet pozycjonowane na samym jej dole. Nie myśl, że robisz coś nie tak, bo twój synek czy córka nie chce jeść. Do czasu, aż im tego nie zaburzymy, dzieci mają naturalny dar regulacji tego, ile jedzenia potrzebują.

Jeśli masz w domu niejadka, nie zgadzaj się na gotowanie według jego wymagań – na przykład w kółko tej samej, ulubionej potrawy. Prawda jest taka, że dziecko lubi też inne rzeczy, ale wprowadza swoje rządy. Już roczny maluch odkrywa, jak wielką wartością dla jego rodziny jest to, żeby zjadł. Jeśli wyrażasz miłość głównie poprzez dokarmianie swojego dziecka, ono błyskawicznie nad tobą zapanuje.

Gotuj, to co uważasz za stosowne, i nie tłumacz się, nie obiecuj, że jutro będzie to, co ono lubi. Nie wlewaj mu też zupy do buzi, gdy się zagapi. Dzieci często nie lubią konkretnych potraw właśnie dlatego, że ich spróbowały, gdy nie były głodne, lub kazano im zjeść za dużo.

Nie mów, że dziecko jest niejadkiem lub obżartuchem. Człowiek jest taki, jaki myśli, że jest. Dziecko dowiaduje się tego właśnie od ciebie. Skończ z nakłanianiem malca do kolejnej łyżeczki metodą „za mamusię i tatusia”. Nie wmawiaj sobie, że inaczej nic nie zje.

Pomyśl, czy nie traktujesz karmienia jako głównego sposobu na wyrażanie miłości. Być może towarzyszy ci poczucie winy, że jesteś złą mamą, bo nie masz dla dziecka dużo czasu. Pamiętaj: to ty decydujesz, że biegasz za dzieckiem z łyżką i miską w dłoni.

Wychować smakosza

Aby nauczyć dziecko odpowiednich nawyków żywieniowych, dobrze zacząć od wieku niemowlęcego. Mniej więcej po sześciu miesiącach życia, czyli wtedy, gdy ambicją młodego człowieka jest przejście do pozycji siedzącej. Można zacząć od metody zwanej BLW (baby led weaning). Polega ona w skrócie na tym, że pozwalamy dziecku jeść to, co chce, spośród przygotowanych dla niego kąsków. W tym okresie podstawą żywienia będzie dla niego i tak mleko, ale kawałek ugotowanego ziemniaka, marchewki, pietruszki, czy skórka domowego chleba będą dla niego całą kaskadą doznań organoleptycznych. Pozwólcie mu brać do rączki wybrane przez niego kawałki: niech przekona się, jaką mają fakturę, kolor, kształt, konsystencje i smak. To bardziej zabawa niż jedzenie, ale z czasem coraz więcej będzie lądowało w buziach naszych pociech niż na podłodze. Dobrze jest robić to w tym samym czasie, kiedy my jemy posiłek, najlepiej tez dawać dziecku przynajmniej częściowo to, co sami mamy na talerzu i jeść przy wspólnym stole. Wielu rodziców obawia się, że dziecko karmione w ten sposób będzie głodne i woli wmuszać w nie przetartą breję.  Wyobraźcie sobie, że jesteście przywiązani do krzesła, nie możecie nic powiedzieć, a ktoś codziennie wpycha wam do ust łyżki pełne jakiegoś świństwa. Dziecko uczy się na zasadzie skojarzeń – jeśli jedzenie będzie się dla niego wiązać z czymś nieprzyjemnym, a nawet bolesnym, zacznie traktować je jako karę, a nie jedną z największych zmysłowych radości życia.

Z czasem, kiedy dziecko rośnie, metodę tę można z powodzeniem kontynuować, dając dziecku to samo, co jedzą dorośli członkowie rodziny. Wystarczy odłożyć część posiłku przed doprawieniem ostrymi przyprawami i solą. Żałowanie dzieciom soli, cukru i glutaminianu sodu pozwala im poznać złożoność smaków i wyrobić sobie własny gust. Ważne jest też to, żeby jeść razem przy stole, a nie przed telewizorem czy komputerem. Wspólny posiłek to nie tylko okazja, żeby zaspokoić głód, ale również porozmawiać i o jedzeniu i o życiu.

Żeby wychować dzieci, które uwielbiają jeść, i to jeść zdrowo, niezbędne jest wtajemniczenie ich w proces powstawania rzeczy, które finalnie lądują na  ich talerzach. Wspólne gotowanie, nawet jeśli rola maluchów miałaby się ograniczyć do dosypania mąki czy dolania wody, to genialna zabawa o mnóstwo satysfakcji dla dzieci. Pozwólcie im wałkować i wycinać ciastka (nawet jeśli są krzywe), nakładać składniki na pizzę czy smarować warzywa oliwą. Warto.

Przewiń do góry
Przejdź do treści