Aktualności | Żłobek nr 37

Kilka słów o złości….

Gniew, złość i wściekłość – jak wspierać dziecko?

Czy złość, gniew i wściekłość są tym samym uczuciem? Co to znaczy, że nasze dziecko się złości? Czy jak się złości, to może również przeżywać gniew? Jak skutecznie pomóc dziecku w wyrażaniu tych emocji? 

Czym jest złość

Złość to jedna z podstawowych emocji każdego człowieka, obok szczęścia, wstydu, smutku, pogardy, zdziwienia i strachu. Emocje informują nas o tym, czy nasze potrzeby są zaspokojone, a nasze granice osobiste uszanowane. Kiedy nasze dziecko przeżywa złość, to znaczy, że dzieje się coś w jego życiu psychicznym, co wymaga naszej rodzicielskiej uwagi.

Dziecko złości się, kiedy….

  • coś poszło nie tak – inaczej niż się tego spodziewało, jak oczekiwało lub jak myślało, że będzie,
  • jego potrzeba lub potrzeby nie zostały dostrzeżone, uszanowane, a następnie zaspokojone,
  • doświadcza raniących zachowań lub komunikatów ze strony innych – uruchomiona wówczas złość służy przetrwaniu i zaopiekowaniu się sobą,
  • inni naruszają jego poczucie własnej wartości,
  • inni naruszają jego granice osobiste.

Złości nie jesteśmy w stanie kontrolować, dziecko również. To reakcja organizmu, która wyraża się wzmożonym wydzielaniem adrenaliny, szybkim biciem serca, krew napływa wówczas do rąk i nóg, ciało przygotowuje się do ucieczki lub do obrony. To dlatego dzieci w złości biją, kopią, gryzą itp.

Czym jest gniew

Gniew to reakcja emocjonalna na niepowodzenie lub wzburzenie emocjonalne. Ma trzy elementy:

  • reakcje fizjologiczne,
  • myśli,
  • zachowania.

To dlatego wybuch gniewu, który może przerodzić się we wściekłość, zależy od naszej woli. Ponieważ mamy wpływ na to, co sobie pomyślimy o danym zdarzeniu i jak je zinterpretujemy. Dziecko jednak potrzebuje się tego nauczyć od dorosłego. Wymaga to też czasu, aby dojrzały jego płaty czołowe w mózgu.

Dziecko, które się złości, komunikuje rodzicowi coś bardzo ważnego. To są komunikaty o dziecku, a nie o rodzicu. To oznacza, że jest mu trudno, a nie że rodzic źle je wychowuje. Jeśli nie pozwolimy się dziecku złościć i nie zaopiekujemy się emocjami, które przeżywa, to jest duże prawdopodobieństwo, że gniew, wściekłość stanie się wyrazem złości.

Dlaczego rodzicom trudno zaopiekować się złością dziecka i co może im w tym pomóc

1. Złość odczytujemy i interpretujemy jako manipulację, próbę wymuszenia czy rządzenia nami. To skutkuje wchodzeniem w próbę sił i w walkę z dzieckiem. Jeśli do tego dojdzie, to w rodzicu zaczyna się pojawiać złość, co uniemożliwia opiekowanie się rozzłoszczonym dzieckiem. Pomaga zmiana perspektywy – to, co mówi i co robi dziecko, jest informacją o nim i o jego trudności, a nie o rodzicu. Takie patrzenie pozwala nam być dłużej w roli wspieracza, czyli kogoś, kto widzi dziecko.

2. W naszym społeczeństwie – wprawdzie coraz rzadziej, ale jednak – nadal jest obecne przekonanie, że złość piękności szkodzi, czyli nie wolno się złościć. Jeśli nam, jako dorosłym, nie wolno było się złościć, to trudno nam będzie wspierać w złości nasze dziecko. Wówczas złość, którą wyraża dziecko kontaktuje się z naszą niewyrażoną, nie ujawnioną i nie zaopiekowaną złością z dzieciństwa. Dlatego kiedy złość naszego dziecka doprowadza nas do białej gorączki, mocno wkurza, to może warto zrobić sobie stop-klatkę i zastanowić się, co mnie tak naprawdę porusza i czy przypadkiem nie stoi za tym moja historia, która wymaga zaopiekowania.

3. Rodzice boją się złości, bo ona kojarzy nam się z agresją, od której tylko krok do przemocy. To dlatego złości przypisujemy raczej negatywne oceny moralne. Jeśli dziecko się złości, to znaczy, że przeżywa bardzo duże napięcia i bardzo duży stres. Potrzebuje wówczas pomocy, aby sobie z tym poradzić, bo właśnie złość mówi, że jego możliwości poradzenia sobie z określoną sytuacją zostały wyczerpane. Dziecko wówczas nie potrzebuje dyscyplinowania, zawstydzania, izolowania, ośmieszania, karania, ale rodzicielskiego spokojnego towarzyszenia, żeby mogło od nas dostać trochę tej równowagi i spokoju.

4. Ponieważ boimy się złości, to myślimy, że jak damy dzieciom przestrzeń do jej wyrażania, to ona będzie przybierała na sile i że właśnie taki sposób reakcji utrwali się dziecku już na zawsze. Tymczasem jest zupełnie na odwrót. Kiedy pokazujemy dziecku, że nie boimy się jego złości, to ono też przestaje się jej bać. Kiedy zaś nie damy przestrzeni na jej wyrażanie, to dziecko ma dwa wyjścia:

  • zaopiekowanie się sobą i wejście w tryb zamrożenia i przetrwania,
  • zwiększenie wściekłości, mocniejsze podkręcenie swojego gniewu z nieuświadomioną myślą, że może w końcu ktoś to zauważy.
  1. Kolejny powód to brak społecznej akceptacji złości, czego dowodem są różne przysłowia:
  • Złość piękności szkodzi.
  • Grzeczne dziewczynki się nie złoszczą.

Mamy takie przekonanie, że jeśli pozwolę dziecku przeżywać złość, to znaczy, że jestem złym, niewydolnym i nieradzącym sobie rodzicem. Nie pomagają nam w tym słowa – często słyszane od członków rodziny – w stylu „jak tak dalej będzie to wejdzie Wam na głowę”. To co może nam pomóc, to poszerzanie wiedzy o emocjach, konsultacje z różnymi specjalistami itp.

6. Złością bardzo łatwo się zarazić. To czy rodzic się nią zarazi, zależy do tego, co sobie pomyśli o dziecku i o jego reakcjach. Jeśli pojawi się myśl: on mnie nie szanuje, to – jak mówi Małgorzata Stańczyk – „mamy pozamiatane”. Dlatego bardzo może pomóc wiedza, że dziecko krzycząc „jesteś głupia”, tak naprawdę krzyczy o sobie, o swojej trudnej sytuacji, rozczarowaniu – o tym, że nie ma na coś wpływu, a bardzo by chciało.

Dlaczego izolacja nie pomaga

Jakiś czas temu, kiedy oglądaliśmy polską wersję „Super niani”. W programie prezentowana była jedna z metod wychowawczych, tzw. „karny jeżyk”, czyli izolowanie rozzłoszczonego dziecka na tyle minut, ile ma lat. Osobiście uważam ją za złą metodę wychowawczą. Warto wiedzieć, że izolowane dziecko pozbawiamy naszej pomocy w najbardziej dla niego trudnym momencie. Jest to też akceptacja warunkowa i tak to dzieci odczytują, że mama czy tata kocha mnie tylko wtedy, gdy jestem „grzeczny”, co z kolei obniża poczucie własnej wartości. Dziecko – choć nie wprost – dostaje komunikat, że samo musi sobie poradzić ze swoimi problemami. Dziś już wiemy, że nawet z biologicznego punktu widzenia (niedojrzałe płaty czołowe) jest to niemożliwe. Odsyłane dziecko myśli sobie, że nie zasługuje na pomoc i wsparcie, kiedy dzieje się coś złego. Potem w życiu dorosłym też ma kłopot, żeby poprosić o pomoc, kiedy dzieje się coś trudnego i przyjąć wsparcie.

„Przeciwieństwem złości nie jest spokój, a depresja” (M. Stańczyk). Kiedy więc odsyłasz dziecko do drugiego pokoju po to, żeby się tam uspokoiło, zastanów się, czym to może skutkować w przyszłości. 

Czym jest wściekłość

Kiedy nie utulimy i nie wspieramy dziecka przeżywającego złość, to dojdzie do skumulowania napięcia. Jeśli będzie ono w tym stanie przez dłuższy czas, to poziom mózgowych procesów pobudzania będzie znacznie przeważał nad hamowaniem. Rodzice nazywają to histerią lub wściekłością. Oznacza to, że możliwości układu nerwowego naszego dziecka zostały znacznie i wielokrotnie przekroczone, a silnie przeżywana frustracja utrudnia dziecku powrót do równowagi, nawet jeśli proponujemy mu wówczas nasze wsparcie. Dlatego warto reagować wcześniej, jeszcze na etapie złości. Dawać dziecku komunikat „widzę, że jesteś chłopcem, któremu teraz jest bardzo trudno / widzę, że jesteś dziewczynką, której teraz jest bardzo trudno, a ja jestem dorosła, jestem Twoim rodzicem, który to dla Ciebie wytrzyma”.

Źródła:

  • Isabelle Filliozat. W sercu emocji dziecka. Wydawnictwo Esprit S.C. Kraków 2009.
  • Isabelle Filliozat. Moje dziecko doprowadza mnie do szału. Wydawnictwo Esprit S.C. Kraków 2015.
  • Materiały własne z webinarium Małgorzaty Stańczyk pt. Moje dziecko się złości – jak towarzyszyć dziecku w silnych emocjach.

Marzena Jasińska
Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów.

 

Przejdź do treści